Swoją przygodę z dietetyką zaczęłam już podczas czasów licealnych, jednak niestety nie w taki sposób w jaki bym sobie życzyła.
Właściwie nie pamiętam czy kiedyś nie miałam problemów z jelitami. Zawsze coś w nich bulgotało i się przelewało. Wzdęcia, zaparcia czy nadmierne gazy to była moja norma. Prawdę mówiąc, jako nastoletnia dziewczyna nie miałam pojęcia co mogę z tym zrobić zwłaszcza, gdy powtarzano mi jak mantrę, że
Niby coś z tyłu głowy szeptało mi, że to nie jest normalne, ale szept ten był wtedy jeszcze bardzo, bardzo cichy. Dodatkowo brak jakichkolwiek zdrowych nawyków żywieniowych i niewspierający tryb życia, nie pomagały mi w ogarnięciu tych problemów, które z czasem tylko się nasilały.
Lata mijały, zdążyłam w międzyczasie skończyć swoje pierwsze studia – położnictwo, a jelita nadal mi dokuczały. Żadne wskazówki, które przez cały ten czas otrzymywałam, nie przynosiły rezultatu.
Na studiach zdążyłam mocno przytyć, a potem bardzo głupio się odchudzić, co jedynie pogorszyło mój stan.
Mimo wszystko to właśnie na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu miałam pierwszą styczność z dietetyką i to tam zrozumiałam, że wszystko, co mi doskwiera nie jest okej. Jakoś tak nagle dotarło do mnie, że nie każdy walczy co wieczór, żeby dopiąć spodnie, które jeszcze parę godzin wcześniej leżały bardzo przyzwoicie, że nie każdy musi odwoływać wyjścia ze znajomymi, bo po obiedzie brzuch wygląda na piąty miesiąc ciąży spożywczej…
To właśnie podczas tych studiów pierwszy raz w życiu zetknęłam się z pojęciem diety low fodmap oraz z zaburzeniem zwanym IBS (Zespół Jelita Drażliwego).
Chciałabym napisać, że po tym odkryciu poszło już z górki, ale to byłoby za piękne. Niestety moje problemy ciągnęły się od tak dawna, że dopadła mnie cała lawina konsekwencji. Insulinooporność, hashimoto no i wisienka na torcie czyli SIBO oraz IMO, czyli przerosty bakteryjne w jelicie cienkim.
Na szczęście wtedy już zdobywałam niezbędną wiedzę, aby sobie z tym wszystkim poradzić. Można więc powiedzieć, że byłam swoim pierwszym i najbardziej wymagającym klientem.
Może to zabrzmi banalnie, ale bagaż doświadczeń zbierany latami, pozwala mi być lepszym specjalistą.
Nie prosiłam o to, ale taka jest moja historia, więc mogę zrobić z nią przynajmniej coś dobrego. Dlatego podczas naszej współpracy wysłucham Ciebie i Twojej historii. Wspólnie opracujemy też plan działania.
Wiem co możesz sobie w tym momencie pomyśleć.
Nawet jeśli nie znasz się na dietetyce, nadal jesteś ekspertem od swojego życia. Ty wiesz najlepiej co lubisz, co Ci smakuje, jakie nawyki chcesz w sobie wspierać, a które warto zmienić. Nie chcę wywracać Twojego życia do góry nogami, bo z doświadczenia wiem, że jest to możliwe, ale jedynie na krótką chwilę.
Nie będę ściemniać. Diety lecznicze, zwłaszcza dopasowane pod parę jednostek chorobowych bywają ciężkie.
Czasami wykluczenia czy zmiany, których trzeba dokonać nie napawają optymizmem, dlatego tak ważne jest dla mnie, abyśmy wspólnie przeanalizowali Twoje dotychczasowe żywienie i wybrali jak najwięcej tych elementów, które będą Cię wspierać w procesie zdrowienia i pozwolą Ci cieszyć się nową dietą i lepszym samopoczuciem.
Chciałam podzielić się z Tobą swoją historią, aby dać się lepiej poznać. Ale spokojnie, to, że miałam IBS czy SIBO, nie sprawia, że jestem samozwańczym ekspertem, który pomaga ludziom bo „u mnie zadziałało”.
Pomagam swoim podopiecznym opierając się na rzetelnej wiedzy, popartej badaniami naukowymi (EBM – evidence based medicine).
Ukończyłam dwa kierunki studiów:
Na tym jednak nie zakończyłam swojej edukacji. Stale poszerzam wiedzę, zarówno sięgając po fachową literaturę, jak również pod okiem doświadczonych specjalistów.